26 czerwca 2013

Na czym my stoimy?

Zupełnie nie tak to miało wyglądać. Szczerze powiedziawszy, po tym dwumeczu z Brazylijczykami byłem pełen optymizmu. Nawet otwarcie krytykowałem osoby, które zarzucały to i owo naszej kadrze. Teraz już sam nie wiem, jak na to wszystko patrzeć...



O ile pierwsze potyczki z Brazylią w tegorocznej "Światówce" oraz ich przebieg dało się wytłumaczyć choćby tym, że to dopiero początek sezonu, że jeszcze potrzeba czasu - tak tego, co wydarzyło się we Francji - chyba nikt nie rozumie

Nie chcę już wracać do szczegółów związanych z kontrowersyjnymi decyzjami Anastasiego, dotyczącymi choćby zmian, których zdaniem wielu zdecydowanie zabrakło. Chciałbym dzisiaj odnieść się do ogółu sytuacji. Na czym my tak naprawdę stoimy?

Argentyna prysnęła jak mydlana bańka. Cud może nas uratować
Marzenia o wyjedzie na turniej finałowy do Argentyny możemy odstawić na bok... Cztery porażki na cztery rozegrane spotkania zdecydowanie skomplikowały naszą sytuację. Na dobrą sprawę awans z grupy zszedł na drugi plan. Mi, jako kibicowi, ciężko jest to sobie wszystko poukładać. O ile z brutalnym upadkiem ze szczytu siatkarskich salonów każdy z nas się pogodził, zdołał zresetować, tak ostatnie wydarzenia nie napawają optymizmem. Doskonale zdajemy sobie w głębi duszy sprawę czym to wszystko pachnie.

Biało-czerwona niemoc - jedziemy by wygrywać, wracamy jako wielcy przegrani 
Włochy, rok 2010 - Polacy, mistrzowie Starego Kontynentu w gronie faworytów do złotego medalu. Biało-czerwoni zaliczają kompletnie nieudany mundial i wracają do domu z niczym. Wszystko znowu straciło sens. Każdy na swój sposób przeżywał te wydarzenia. Osobiście przyznaję, że miałem wtedy kryzys. Po raz wtóry powtórzyła się sytuacja: mieliśmy wszystko, by triumfować, a wracamy bez niczego.

Świadkami podobnych wydarzeń byliśmy na zeszłorocznych Igrzyskach Olimpijskich. Jeszcze przed ich rozpoczęciem pojawiał się ten przeszywający, ale jeszcze nie tak duży strach - co będzie, jeśli ewentualnie coś nie wypali? Po meczu otwarcia z Włochami - odetchnąłem z ulgą. Potem było już tylko gorzej.

Koszmary powróciły. Serce po prostu mi się krajało, jak widziałem bezradne Orły, które jeszcze miesiąc wcześniej walczyły jak szalone, gryzły parkiet jak wściekłe - i nieważne z kim grali - zawsze był ogień i ostateczny triumf. W Londynie nie było niczego. W mojej głowie była pustka, nie wiedziałem co mam myśleć. Najgorszym momentem była chyba przegrana z Australią...

Nie wiem co się wtedy stało. Myślę jednak, że gorszy jest fakt, iż tak naprawdę NIKT dalej nie wie, dlaczego tak to wszystko się potoczyło. Liczyłem na jakiś komentarz Andrei Anastasiego i... nie doczekałem się. Milczał. Wczoraj czytając felieton Pana Jerzego Mielewskiego na polsatsport.pl dowiedziałem się, że po słowach doktora Bieleckiego („Nie wiem, może zawodnicy są trochę zmęczeni?”) - został on wyrzucony przez AA ze sztabu szkoleniowego...

fot. Siatkówka w Obiektywie / Paweł Piotrowski
Ene due rabe - dzisiaj w formie, jutro bez?
Po dwóch przegranych z Brazylią (choć te wyniki jeszcze tak nie bolą) i dwóch porażkach we Francji (te już zdecydowanie...) znów atmosfera wokół reprezentacji zrobiła się po prostu dziwna. Ta machina, mimo iż nie powinna - znowu się zacina. Dlaczego? Nie róbmy jeszcze wielkiej tragedii. Osobiście jestem tego zdania, że oceniać powinno się po zakończeniu sezonu. Co z tego, że po finale w Sofii Anastasi wynoszony był na piedestały, podobnie jak nasza cała kadra, a na końcu i tak ich zmieszano z błotem, bo z Igrzysk wrócili z niczym? Na głośną krytykę i oceny pozwolimy sobie na finiszu tego sezonu. A czeka nas jeszcze trochę wrażeń. W końcu mamy do rozegrania sześć spotkań w "Światówce", a przecież szanse na finały w Argentynie wciąż jakieś są. Najważniejszym punktem tego sezonu i tak są Mistrzostwa Europy organizowane przez Polskę i Danię. Może faktycznie sztab z Andreą Anastasim na czele - wyciągnął wnioski z ubiegłorocznej klapy? Nie ma wątpliwości, że chyba każdy zamieniłby złoto Ligi Światowej na medal olimpijski. Mistrzostwa Europy teraz też wydają się być imprezą docelową. Jest zatem pewien plan, żeby z najwyższą formą trafić właśnie na wrzesień? A czy jest w ogóle jakiś plan? Czy ten sztab potrafi tego dokonać? Czy na Londyn też była opracowana jakaś strategia?

Koniec tych pytań, których z meczu na mecz pojawia się coraz więcej. Nie chcę kontynuować dalej tej wiązanki. Głęboko wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej. Cel na najbliższy weekend: zagrać w znacznie lepszym stylu niż tydzień temu. I koniecznie musimy wygrać... Kibice w Bydgoszczy na pewno zrobią wszystko, żeby pomóc naszym graczom.

2 komentarze:

  1. Nie wiedomo czy Bieleckiego za to wywalili. ale tak jak piszesz, nic nie wiadomo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba to jest najgorsze - nic nie wiadomo...

      Usuń