Tak, tak, jeszcze to wszystko wygląda źle, wciąż mamy problemy, ale zaliczamy pierwsze zwycięstwo i to jest teraz najważniejsze! Dwa ostatnie sety jakby wyrwane z poprzedniego sezonu... W niedzielę muszą pójść za ciosem. Jest progres!
Dzisiejszy mecz chyba mimo wszystko był najdziwniejszym spotkaniem, który Polacy jak dotąd rozegrali w tegorocznej edycji Ligi Światowej. Dziwny, ale zarazem (głęboko w to wierzę, że) przełomowy!
O ile w pierwszym secie dało się zauważyć przebłyski "tej" naszej reprezentacji, o tyle w pozostałych dwóch partiach gra nie chciała się układać po naszej myśli. Wszystko co dobre zaczęło się dziać praktycznie dopiero w momencie zejścia Bartmana z boiska. Na parkiecie nareszcie zaprezentował się Kuba Jarosz! W trzeciej odsłonie nie udało się uratować sytuacji, ale czwarta partia zdecydowanie należała do Biało-czerwonych. Wszystko za sprawą wcześniej wspomnianego "Rudego Kojota", a także Bartosza Kurka, który nagle odpalił. Na zagrywce, w ataku... Do tego Jarosz i wyszliśmy z doła! Obawiałem się, że już nie damy rady. Gdzieś jednak tliła się nadzieja, że może jednak - no i wróciliśmy z dalekiej podróży!
| fot. Katarzyna Perko Perkowska / s-w-o.pl |
To zwycięstwo, nieważne za ile punkty - dało nam naprawdę wiele. Poczyniliśmy jeden krok do przodu. W niedzielę czeka nas kolejne wyzwanie. Mam jednak przeczucie, że teraz będzie całkiem lepiej. Wierzę bowiem, że szansę od początku dostanie nasz drugi atakujący. Z całym szacunkiem do Bartmana, ale to nie jest jego pięć minut. Otrzymał je, ale wszyscy doskonale widzieliśmy, że to nie ten sam Zibi, którego oglądaliśmy przed rokiem. Jarosz może być obecnie naszym przepisem na sukces. Jarosz, przy którym pobudzą się inni, tak jak dzisiaj Kurek, który wrzucił piąty bieg.

0 komentarze:
Prześlij komentarz